Oszustwa i kradzieże w logistyce – część 2

W poprzednim wpisie omówiłem pokrótce niektóre metody kradzieży stosowane na magazynach większych firm. Dziś będziemy kontynuować ten temat, przedstawiając Wam kilka schematów praktycznych, jakie „przerobił” w swojej karierze pewien manager z branży logistycznej.

 

Kradzieże palet EURO

Przekręty związane z paletami są prawdopodobnie jednymi z najczęściej spotykanych na wszelkich magazynach. Duże pole do popisu dają tutaj tzw. salda paletowe. Schemat ten opiera się na tym, że firmy nie wymieniają palet 1:1 (czyli np. przyjeżdżają 4 pełne palety towaru, a kierowca odbiera od razu 4 puste palety), lecz czekają aż uzbiera się tych pustych tak dużo, że można nimi załadować całe auto. Jest to po prostu wygodniejsze pod kątem logistyki. Tak czy inaczej, gdy uzbiera się już odpowiednia ilość pustych palet, firma – dostawca zgłasza się po ich odbiór. No i teraz magazynier z kierowcą dogadują się, postanawiając wspólnie okraść firmę. Metoda jest prosta: specyficzne ładowanie naczepy tak, aby ukryć jeden słupek palet (15 do 30, w zależności od sposobu ułożenia). Na początek idzie więc jeden rząd, gdzie mamy ułożone 3 słupki wzdłuż. Następnie układający daje 2 rzędy w poprzek, czyli 4 słupki. Potem idą kolejne rzędy po 3 słupki wzdłuż – i tak już do samego końca. W dokumentach przewozowych wpisuje się 33 słupki palet, podczas gdy w rzeczywistości tych słupków jest 34. Oczywiście ochrona sprawdza, czy ilość słupków się zgadza, ale na niektórych naczepach praktycznie nie da się policzyć, ile palet zostało załadowanych, zdarzają się także przypadki przekupywania ochrony.

 

Oszustwa związane z folią stretch

Tym razem w rolę oszusta – złodzieja wcielali się nie pracownicy, ale dostawca folii stretch, używanej powszechnie chociażby do owijania palet z towarem.

Zbyt cienka folia

Jeden z mechanizmów oszustwa był tutaj banalnie prosty: na dostarczanych paletach z folią dostawca umieszczał rolki z folia o różnej grubości. Taki mix, gdzie folia lepsza była mieszana z gorszą, czyli cieńszą o co najmniej kilka mikronów (bywały przypadki, że aż o 10 mikronów). Rzecz jasna FV była wystawiana za folię w całości dobrą jakościowo, co dawało dodatkowy zarobek dostawcy. Teoretycznie rzecz bez większego znaczenia, ale w praktyce kiepskiej jakości folia zauważalnie rzutowała na efektywność pracy magazynierów, którzy narzekali na to, że rwie się ona przy naciąganiu, spowalniając tym samym prace i powodując frustracje. Na domiar złego pracownicy szybko „porzucali” rolki z folią kiepskiej jakości i brali nowe, co skutkowało dużą ilością napoczętych i niewykorzystanych rolek.

Zbyt krótkie gilzy

Tutaj oszustwo dostawcy polegało na stosowaniu gilz krótszych niż standardowe – to jest zamiast 53 cm mieliśmy 51 cm. Dawało to 2 cm oszczędności, co w przeliczeniu na tysiące rolek folii sumowało się do zauważalnej kwoty. Ciekawe są także okoliczności, w jakich doszło do wykrycia oszustwa. Otóż długości gilz nikt nie sprawdzał – były jakie były i tyle. Jednak nowa gilza kosztowała w hurcie kilkadziesiąt groszy, więc sprzedawano już używane po 10 groszy zewnętrznemu odbiorcy. Niestety, „popłynął” on w pewnym momencie dość mocno na tych używanych gilzach. Jak? Nawinął na nie setki kilometrów folii, po czym wysyłał do pewnej fabryki w Niemczech. No a tam się okazało, że gilzy z folią spadały z automatycznych nawijarek, gdyż były po prostu zbyt krótkie. W ten sposób wyszło, że dostawca folii stretch oszukuje swoich klientów.

 

Oszustwa na złomie paletowym

Do kategorii złomu paletowego zaliczamy nie tylko palety uszkodzone np. przez wózki widłowe, lecz również te nieprawidłowo sklasyfikowane podczas przyjęcia na magazyn lub posiadające nietypowe wymiary, jak chociażby palety po materiałach budowlanych, po niektórych owocach itp. Taki złom paletowy jest zwykle składowany gdzieś na zewnątrz i raz na jakiś czas przyjeżdża zewnętrzna firma, która tnie takie palety na kawałki, po czym rozlicza się za każdy kilogram pozyskanego drewna, płacąc ustalona z góry cenę. Do tej pory wszystko wygląda ok, ale problem pojawił się przy weryfikacji tych rozliczeń. Okazywało się bowiem, że np. na jednym zakładzie „złomowano” jednego dnia 100 palet, przy czym firma odbierająca zaewidencjonowała je jako 1200 kg pozyskanego drewna. Nie była to zbyt duża ilość zważywszy na to, że średnia waga Euro palety oscyluje w granicach 25 kg (x 100 = 2500 kg). Firma, która te palety sprzedawała, nie miała wagi, więc musiała polegać na danych przekazanych przez odbiorcę. Problem wbrew pozorom nie był aż tak marginalny, gdyż zainteresował się nim top managment. W efekcie tego w wielu zakładach firmy sprzedającej taki złom paletowy zaczęły się pojawiać wózki z wagami oraz kontenery do mielenia odpadu drzewnego. Rozwiązało to problemy z fraudami, ale również pozwalało sprzedawać zużyty surowiec drożej (zmielone drewno można było wykorzystać np. na pellet).

 

Oszustwa na złomie stalowym

Tutaj zacznijmy od tego, że praktycznie na każdym dużym magazynie rzeczą całkowicie normalną są uszkodzenia metalowych regałów wysokiego składowania. Zwykle są one spowodowane uderzeniami wózków widłowych lub palet. No i teraz, w zależności od polityki BHP konkretnej firmy, takie mniej lub bardziej uszkodzone części regałów wymienia się na nowe (to w większych firmach) lub naprawia (to w mniejszych firmach, gdyż wychodzi taniej).

W przypadku dużych magazynów normy bezpieczeństwa bywają bardzo rygorystyczne, więc nawet niewielkie uszkodzenia mogą kwalifikować dany element do wymiany – ilości zaczynają być wtedy całkiem poważne. Co dzieje się z takim złomem? Jest on odbierany przez zewnętrzną firmę, która następnie naprawia dużą część uszkodzonych elementów regałowych i sprzedaje je dalej jako sprawne. Jak nietrudno się domyślić, może zdarzyć się i tak, że firma odbierająca znacząco zaniży ilość odbieranego w ten sposób złomu – analogicznie, jak miało to miejsce w przypadku palet drewnianych.

 

Drobne kradzieże towarów przez osoby zatrudnione na magazynie

W poprzedni artykule, stanowiącym pierwszą część tego opracowania (do przeczytania tutaj) wspominałem już o zwyczajnych kradzieżach w niektórych magazynach. Jednak wynoszenie towaru na zewnątrz wiąże się z realnym niebezpieczeństwem wpadki (szczególnie, jeśli nie ma się „poukładanej” ochrony). Są przecież kontrole na wejściu i wyjściu, a i niektórzy koledzy z pracy patrzą krzywym okiem na złodziei i potrafią poinformować o ich działalności szefostwo. Do tego gdy już złapią takiego delikwenta na bramkach, to bez wzywania policji się zwykle nie obędzie. A jednak niektórych nie powstrzymuje to przed podjęciem ryzyka, co skutkuje niekiedy śmiesznymi sytuacjami. Oto kilka przykładów z życia:

– Pracownik X ukradł z palety napój energetyczny, po czym wypił go na miejscu. Pustą puszkę wyrzucił za paletę, jednak zauważył to ochroniarz. Oczywiście pracownik X tłumaczył się, że to był jego napój, który rzekomo kupił w automacie vendingowym znajdującym się na terenie zakładu. Ta wersja jednak była nie do obronienia, ponieważ wszystkie produkty znajdujące się we wspomnianym automacie były specjalnie oznakowane właśnie po to, aby nieuczciwi pracownicy nie mogli się w ten sposób tłumaczyć. Koniec końców Pan X przyznał się do kradzieży i skończyło się na zwolnieniu dyscyplinarnym.

– Pani Y, nowa pracownica w firmie, została wytypowana do kontroli osobowej przez automat losujący. Po otwarciu plecaka okazało się, że znajdują się w nim świąteczne, bożonarodzeniowe ozdoby. W tym momencie zapadła lekka konsternacja, gdyż akurat był marzec, a tego towaru formalnie nie było na stanie. Pani Y tłumaczyła się, że kupiła te ozdoby na wyprzedaży i nawet pokazała jakiś paragon, ale niestety bez danych pozwalających na identyfikację towaru. Szef ochrony zdecydował jednak, aby sprawdzić monitoring. No i wyszło na nim, że towar pochodził z jednego z kartonów, w którym znajdowały się zwroty ze sklepów. Tym razem sprawa zakończyła się na nieprzedłużeniu umowy, a Pani Y uciekła na L4 i nie pojawiła się już więcej na magazynie.

– Pracownik Z, znajdujący się na dziale produktów świeżych, nagle poczuł niemożliwy do opanowania głód, który postanowił zaspokoić wędzoną rybą. Ustawił więc swój wózek widłowy tak, aby zastawić się przed kamerą, a następnie przystąpił do konsumpcji. Pech chciał, że nieopodal przechodził lider zmiany, którego zaintrygowało właśnie nietypowe ustawienie wózka. Pracownik Z został nakryty na gorącym uczynku, czego skutkiem był zakaz wstępu na obiekt.

– Szef ochrony w trakcie obchodu magazynu znalazł za jednym regałem butelkę drogiej whisky za kilkaset PLN. Nie dotykał jej, lecz poinformował o fakcie lidera zmiany. Postanowiono poczekać pół godziny i sprawdzić co się stanie. Okazało się, że butelka jest już napoczęta, nawet kubek z kawą do popitki stał obok. Kolejne sprawdzenie po godzinie – alkoholu znowu ubyło. Zarządzono więc kontrolę trzeźwości pracowników – wpadł Pan A, jeżdżący blisko 2-tonową myjką, który „wydmuchał” 1,5 promila. Na szczęście obyło się bez wypadku, ale na miejsce została wezwana policja, a finalnie Panu A wręczono zwolnienie dyscyplinarne.

Wszystkie te zdarzenia mogą się wydać śmieszne i nieprawdopodobne, no bo przecież zdarzenie typu wypicie puszki Red Bulla to nie jest jakaś wielka strata dla firmy. Cóż, teoretycznie nie, ale eskalacja takich zachowań następuje stopniowo. Przykładowo na pewnym dużym magazynie nagminnie zaczęły ginąć puszki Red Bulli. Nie dość, że ochrona znajdowała je codziennie w różnych miejscach, to jeszcze na domiar złego z zaopatrywanych sklepów zaczęło przychodzić dużo reklamacji dotyczących braków tego napoju na paletach lub też wypitych puszek, które były wysyłane wraz z pełnymi. Tolerowanie takich patologii na ogół powoduje, że rozszerzają się one coraz bardziej, a pracownicy rozzuchwaleni cichą akceptacją kradzieży wciąż przesuwają granicę. Zasada jest więc prosta: trzeba „wyrwać chwasty” na możliwie wczesnym etapie. Tak też i zrobiono w opisywanym przypadku, gdzie ochrona zamontowała ukrytą kamerę naprzeciwko palet z Red Bullami. Rezultat? Tylko jednego dnia na kradzieży przyłapano 5 pracowników (którzy następnie zostali zwolnieni dyscyplinarnie).

Reasumując ten fragment: są ludzie, którzy potrafią zaryzykować stałą i nie najgorzej płatną pracę oraz dobrą opinię za kilka puszek Red Bulla. Trzeba o tym pamiętać przy opracowywaniu systemu zabezpieczeń.

 

Kierowcy i kradzieże na magazynach

Zanim przejdę do dzisiejszych przykładów przestępstw, przypomnę tylko, że tematyce kradzieży dokonywanych przez kierowców zawodowych poświęciłem już jeden wpis (można go znaleźć tutaj).

Transport to ogólnie jeden ze słabych punktów, gdzie dochodzi dość często do różnych nadużyć i kradzieży w firmach, nie tylko logistycznych zresztą. Co ciekawe, profil takiego kierowcy – złodzieja przedstawia się nierzadko następująco: obsługuje od dość dawna daną firmę, jest doskonale znany ochronie, bezkonfliktowy, ale gadatliwy, generalnie typ dobrego kolegi. Do tego osoby takie mają zmysł obserwacyjny, wiedzą jaki jest zasięg kamer, znają procedury obowiązujące na magazynie. Ok, a teraz, skoro mamy już jeden z możliwych zarysów potencjalnego sprawcy, przejdźmy do konkretnych przykładów kradzieży.

Przykład nr 1: kradzieże „na kufer”

Duże magazyny to niejednokrotnie centra logistyczne obsługujące sieci sklepów. Jak to w logistyce bywa, zawsze zdarzają się jakieś błędy. A jak błędy, to i reklamacje – przy czym w tym konkretnym przypadku to właśnie one pozwoliły namierzyć sprawców kradzieży. Nie wybiegajmy jednak w przyszłość, lecz zacznijmy od samego mechanizmu kradzieży.

Kierowca, aby załadować naczepę do pełna, musiał podjechać do 2 rożnych ramp załadunkowych (A i B). Najpierw podjeżdżał więc do rampy A, ładował część towaru, odstawiał naczepę od rampy, a potem czekał, aż przyjdzie ochroniarz i zaplombuje naczepę. Często bywało tak, że od momentu odstawienia pojazdu od rampy do momentu przyjścia ochroniarza mijały 2-3 minuty. Co się mogło stać w trakcie tak krótkiego czasu? Otóż kierowca jeszcze przed odstawieniem od rampy miał przygotowaną na brzegu naczepy małą paletę z towarem, dodajmy, że nie spiętą pasami. W razie pytań kierowca miał zawsze jakieś sensowne wytłumaczenie, dlaczego nie przypina tej małej palety. No i w trakcie tych 2-3 minut bez nadzoru ochrony, towar z małej palety był szybko przekładany do małego kufra znajdującego się obok drzwi naczepy. Następnie ochroniarz przychodził, plombował naczepę, a kierowca podjeżdżał pod rampę B, gdzie pojazd był załadowywany do pełna, ponownie plombowany, po czym ruszał w trasę.

W jaki sposób wykryto złodziejski proceder?

Komuś wydało się dziwne, że stany na magazynie się zgadzają, natomiast niektóre sklepy zgłaszają zadziwiająco dużą liczbę reklamacji. Po nitce do kłębka, powiązano nazwiska kierowców z ilością reklamacji i tym sposobem wytypowano trzech głównych podejrzanych. Jeden z nich wpadł na gorącym uczynku – pozwolono mu odjechać od rampy A, ale przy rampie B stała już komisja… Na palecie stwierdzono brak kartonu wódki, więc wezwano na miejsce policję. Policjanci w trakcie przeszukania znaleźli kradziony towar schowany we wspomnianym już kufrze znajdującym się nieopodal drzwi naczepy. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż przeszukanie w domu kierowcy ujawniło towar za ok. 15 tys. PLN. Finalnie kierowca ten odpowiadał zaś za przywłaszczenie ponad 100 tys. PLN, gdyż „przybito” mu wszystkie reklamacje ze sklepów na jego trasach z okresu 2 lat (tyle wynosił jego staż w firmie). Kolejnych dwóch kierowców z najwyższą liczbą reklamacji kradło w podobny sposób, przy wykorzystaniu małej, nieprzypiętej palety umieszczonej blisko drzwi. Oni również jeździli naczepami, które miały mały kufer umożliwiający schowanie towaru. W ich przypadku cały proceder trwał przypuszczalnie około pół roku.

Przykład nr 2: jak obejść plombę na drzwiach

Ciekawe „patenty” stosowali kierowcy, którzy podjeżdżali na magazyn firmy X raz na jakiś czas, czyli w zastępstwie za innego kierowcę. Otóż jeden z nich miał poluzowane śruby przy naczepie typu chłodnia, dzięki czemu odkręcając dwie górne śruby można było otworzyć naczepę bez zrywania plomby. Inny „patent” to luźny zamek w drzwiach, które trzymały się tylko na belce zamykającej. To również dawało możliwość uchylenia drzwi bez uszkadzania plomby. Jeszcze inna technika doczekała się swojej nazwy: „na kropelkę”. Czyli mieliśmy uchwyt wyglądający całkiem normalnie, dokręcony na cztery śruby. Tyle, że w rzeczywistości były one ucięte i przyklejone do zamka na mocny klej. Sam zamek także był przyklejony na bardzo mocne taśmy podwójne. Po załadunku kierowca wyjeżdżał poza teren magazynu, brał łom i podważał cały zamek bez zrywania plomby. Mógł wtedy wyciągnąć co chciał, praktycznie bez pozostawiania śladów.

Czy ochrona wykrywała tego typu akcje?

Niejednokrotnie tak – ochroniarze byli szkoleni w wykrywaniu podobnych numerów, wprowadzono procedury kontrolowania każdej naczepy, więc nie raz i nie dwa udawało im się zdemaskować przygotowania do kradzieży. Oczywiście kierowca zwykle tłumaczył się wtedy, że to nie jego pojazd, że tak już było i on nie ma z tym nic wspólnego, itp. W takich przypadkach osoby na magazynie odpowiedzialne za bezpieczeństwo dzwoniły do spedycji takiego kierowcy i przedstawiały sytuację, informując przy tym, że naliczą karę za blokowanie wyjazdu i brak możliwości zaplombowania auta. Problem się wtedy na ogół rozwiązywał, a kierowca np. „niespodziewanie” znajdował całe śruby, na które można było normalnie dokręcić zamek.

Jeszcze innym sposobem „neutralizacji” plomb na drzwiach była metoda „na czajnik”. Wyglądało to tak, że naczepa była normalnie ładowana i plombowana. Kierowca jednak na trasie zjeżdżał na parking, gdzie grzał wodę w czajniku. Następnie przelewał wrzątek do pojemnika i moczył w nim plastikową plombę. Po kilkudziesięciu sekundach takiej kąpieli plomba puszczała, a kierowca wyjmował z naczepy co tam chciał. Następnie znów gotował wodę, moczył w niej plombę i zapinał ją z powrotem.

W jaki sposób wykryto ten sposób kradzieży? Otóż pracownik jednego ze sklepów stwierdził pewnego dnia, że plomba jakoś tak dziwnie łatwo schodzi, a po weryfikacji towaru na naczepie okazało się, że brakuje pół palety. Wtedy osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo na magazynie dostały zadanie rozwikłania tej zagadki i zaczęły testować plomby. Metodą prób i błędów ustalono właśnie „patent” z gorącą wodą, który potwierdził się potem w toku dochodzenia.

Przykład nr 3: złodziejskie schowki na naczepach typu chłodnia

Tutaj zaczniemy od tego, że na rynku występuje wiele różnych typów naczep – chłodni. Jedne mają drzwi otwierane na bok, inne posiadają rolety typu góra – dół. Są naczepy z przegrodami stałymi, ale są też i takie które mają przegrody ruchome. Różnice występują także w przypadku agregatów – w jednych modelach są one umieszczone na zewnątrz naczepy, w innych wewnątrz, a w jeszcze innych zamontowano aż po dwa agregaty. Generalnie zmierzam do tego, że wiele różnych opcji to także wiele potencjalnych miejsc na ukrycie kradzionego towaru. Przykłady?

Pewien kierowca A. miał pusty jeden z agregatów, znajdujący się pod sufitem naczepy. Przez dłuższy czas agregat ten służył jako złodziejska „dziupla”, aż… Aż inny kierowca B., który zauważył, jak kierowca A. kradnie towar i chowa go w pustym agregacie, doniósł o tym fakcie przełożonym. Motywem złożenia tego doniesienia było podobno rzekome skąpstwo kierowcy A., który nie chciał dzielić się z kolegami udziałem w przestępczych zyskach.

Kolejny kierowca, nazwijmy go umownie C., miał przegrodę w chłodni zamykaną od tyłu, co było nie do końca logiczne, gdyż utrudniało niekiedy zamykanie kurtyny. W każdym razie w takim właśnie schowku ukrywał kradzione towary. Jak wpadł? Przez przypadek. Otóż pewnego dnia przy odjeżdżaniu od rampy sklepowej ktoś wszedł mu pod koła, więc odruchowo gwałtownie zahamował. W skutek tego hamowania ukrywane „fanty” wypadły jednak ze schowka, demaskując złodziejski proceder. Jeszcze inny kierowca, czyli D., działał na podobnym „patencie”. Urządził więc sobie schowek we wnęce od drzwi – i jemu również ukradziony towar wypadł przypadkiem podczas odjeżdżania od rampy.

Przykład nr 4: kierowcy zblatowani z magazynierami

Opisane powyżej kradzieże to drobnostki w porównaniu z tym, co może się stać, gdy zawiąże się grupa przestępcza złożona z kierowców oraz osób z magazynu odpowiadających za wysyłkę towarów (do tej konfiguracji można też dorzucić ochronę). Historia ta zaczęła się od jednego kierowcy, który jeździł przez dłuższy czas dla firmy X, zajmującej się obsługą magazynową znanej sieci marketów. W pewnym momencie w tej firmie X zaczęły lawinowo rosnąć reklamacje ze sklepów – kierownicy marketów sygnalizowali, że w dostawach brakuje wielu rzeczy. Inwentaryzacje nic nie wykazywały, gdyż ilość towaru się zgadzała. W związku z tym przyjęto, że to sklepy mają pewnie bałagan, a może nawet sami ich pracownicy kradną.

Zbagatelizowano więc problem, aż tu pewnego dnia z magazynu zginęła cała paleta wódki. Wkrótce potem doszło do kolejnych „zaginięć” całych palet towaru (również alkohol). To już nie były żarty, więc przyspieszono i zintensyfikowano czynności wyjaśniające. Trop wiodący do wyjaśnienia sprawy podsunął jeden z pracowników, który rozładował dostawę towaru i dał znać przełożonym, że wokół dostarczonych palet jakoś tak podejrzanie kręcą się ludzie od opakowań. Szybkie sprawdzenie tropu, no i okazało się, że zaginiona paleta wódki stała ukryta pomiędzy pustymi paletami. Oczywiście to znalezisko zostało utrzymane w tajemnicy, aby nie „spalić” tematu, gdyż nie wytypowano jeszcze finalnych podejrzanych. Zainstalowano za to ukrytą kamerę i obserwowano, co też się stanie. Po kilku dniach wyszło co i jak, a mianowicie dwóch magazynierów z działu opakowań podstawiło tę paletę pod rampę, po czym jeden odwrócił uwagę ochroniarza mówiąc mu, że coś się nie zgadza z paletami na innej naczepie. Drugi magazynier w tym czasie załadował na naczepę paletę wódki oraz opakowania. Kierowca zamknął naczepę, ochroniarz ją zaplombował, po czym ciężarówka ruszyła. Jednak za bramą czekała niespodzianka w postaci funkcjonariuszy Policji, którzy szczegółowo skontrolowali pojazd. Co się okazało? Otóż w naczepie tego konkretnego kierowcy znajdowały się boczne drzwi. Teoretycznie były one zaspawane, ale w praktyce kierowca jednak potrafił je jakoś otworzyć. Tą właśnie drogą towar znikał z naczepy na trasie, a plomby na tylnych drzwiach pozostawały nienaruszone.

Finał tej sprawy był taki, że jeden z nieuczciwych pracowników przyznał się do wszystkiego i zdemaskował innych członków grupy. Policja w trakcie przeszukań domów złodziei odnalazła towar o wartości dziesiątek tysięcy złotych. Ustalono również, że podejrzani sprzedawali kradzioną wódkę za przysłowiowe grosze, czyli taniej niż połowa normalnej ceny rynkowej. Sam zaś proceder trwał ponad pół roku i zapewne ciągnąłby się jeszcze długo, gdyby nie to, że sprawcy stawali się coraz bardziej zachłanni i zaczęli kraść całe palety.

 

Czy można całkowicie wyeliminować kradzieże pracownicze w logistyce?

Zapewne tak – pytanie, czy będzie to opłacalne finansowo. Niekiedy wprowadzenie sensownych rozwiązań będzie wręcz niemożliwe – przykładowo przy drobnych nieprawidłowościach raczej nie przeprojektujemy magazynu pod kątem zminimalizowania możliwości kradzieży (np. oddzielenie doków odbiorczych i wysyłkowych). Na pewno jednak absolutną podstawą jest system kontroli dostępu oraz zaawansowany monitoring, najlepiej wzmocniony przez specjalne lustra, które pozwalają szybko zajrzeć w zakamarki magazynu znajdujące się w martwych polach kamery. Do tego pracownicy powinni wiedzieć, że kadra kierownicza często i w losowo wybranych momentach kontroluje to, co dzieje się na magazynie. Do działań prewencyjnych (a te są często najbardziej skuteczne) zaliczyłbym również system inwentaryzacji, który umożliwia bieżące monitorowanie stocku bez konieczności przeprowadzania szeroko zakrojonej operacji liczenia. W praktyce wygląda to tak, że zlicza się małe podzbiory zapasów umiejscowione w różnych sektorach magazynów, przy czym takie operacje przeprowadzane są nawet codziennie, ewentualnie co tydzień. Taka metoda kontroli stocku pozwala szybciej wykryć nieprawidłowości oraz wytypować ewentualnych podejrzanych.

Właśnie, skoro jesteśmy już przy temacie typowania, to warto się przy nim zatrzymać i powiedzieć kilka słów. Przede wszystkim kluczem jest tutaj bardzo często połączenie konkretnych pracowników (czy to kierowców, czy magazynierów) z konkretnymi dostawami – podobny przypadek opisałem w przykładzie nr 1. Wtedy już same liczby potrafią pokazać, kto jest najbardziej podejrzany. Pewną wskazówką, szczególnie w przypadku analityków, jest niechęć do brania urlopów. Dlaczego tak? Ponieważ pracownik dokonujący kradzieży często boi się tego, że ktoś odkryje proceder podczas jego nieobecności w pracy. No a skoro tak, to woli odmawiać sobie urlopu i trzymać stale rękę na pulsie. Taka prawidłowość dotyczy zresztą nie tylko logistyki, ale jest mocno widoczna np. w księgowości. Tak czy inaczej, skoro już wstępnie wytypujemy podejrzanych, to warto sprawdzić, czy taka osoba (lub osoby) nie ma czasem komorniczych zajęć pensji lub jej nazwisko nie figuruje np. w bazach długów. Jeśli tak, to może mieć mocny motyw, aby zejść na ścieżkę bezprawia.

Kończąc powoli ten wątek zaznaczę jeszcze, że sporo w tej kwestii zależy od samego managementu. Bywa bowiem, że przymyka on oko na drobniejsze nieprawidłowości lub wręcz sam uczestniczy w przestępczym procederze, czerpiąc z niego korzyści. Niekoniecznie będzie to stricte kradzież, ale weźmy np. sytuację, w której firma powiązana nieformalnie z jednym z dyrektorów odbiera z magazynu za ułamek rynkowej ceny surowce typu zużyte palety czy też rzekomo przeterminowane towary (rzekomo = słowo – klucz). Będąc właścicielem przedsiębiorstwa lub topowym managerem warto więc sprawdzać, czy kierownictwo wyższego szczebla „nie kręci sobie czasem lodów” na boku.

 

Ok, a co w ogóle powinno zwrócić naszą uwagę i nasunąć podejrzenia, że ktoś na naszym magazynie może kraść?

Na pewno będą to większe niezgodności na stanie magazynowym – tutaj już poziom alarmowy powinniśmy ustalić we własnym zakresie, ewentualnie stosować się do narzuconych z góry norm (jeśli jesteśmy np. managerem i to nie od nas zależy ustalanie tego typu limitów).

Kolejny sygnał to wspomniany już wzrost nieprawidłowości w tych dniach, w których konkretni pracownicy są odpowiedzialni za transport lub wysyłkę towaru. Dobrze jest takie dane sprawdzać od czasu do czasu w systemie, a optymalnie byłoby, aby taka kontrola była możliwie najprostsza do przeprowadzenia.

Wskazówką, której nie powinniśmy bagatelizować, są palety z towarem, które niby „przypadkiem” pojawiają się w pobliżu doków załadunkowych, choć wcale tam ich nie powinno być. Pracownicy odpowiedzialni za transport tych palet (o ile da się ich namierzyć) tłumaczą się przy tym mętnie, że niby na chwilę zostawili, bo wzięli paletę przez pomyłkę i nie mieli czasu odstawić jej od razu na miejsce… Generalnie, mówiąc potocznie, zwyczajnie ściemniają i nawet dziecko by się w tym zorientowało.

Inna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, to braki w istotnych dokumentach – przykładowo na niektórych kierunkach dostaw mamy nadspodziewanie dużo duplikatów faktur, a nie normalnych FV, na innych jeszcze brakuje faktur w ogóle. To też może być sygnałem, że ktoś kombinuje coś na lewo z wysyłanym towarem.

 

Jedno istotne pytanie na koniec

Co zrobić, jeśli złapiemy naszego pracownika na kradzieży? Odpuścić mu i co najwyżej zwolnić dyscyplinarnie, czy jednak oprócz tego skierować sprawę na policję?

Moim zdaniem nie powinno być pobłażania dla złodziei (wyjąwszy może naprawdę wyjątkowe sytuacje) i każdy przypadek kradzież pracowniczej powinien zostać zgłaszany organom ścigania. Nie chodzi nawet o to, aby maksymalnie „dowalić” sprawcy – bardziej brałbym tutaj pod uwagę kwestię prewencyjną. To nie jest bowiem do końca tak, jak mówi znane powiedzenie prawnicze, że „to nie wysokość kary ma znaczenie, ale jej nieuchronność”. Świadomość postępowania karnego może bowiem odstraszyć innych potencjalnych złodziei od drobnych kradzieży, gdyż będą oni mieli świadomość, że firma nie odpuszcza w takich przypadkach.

 

Zdjęcie ilustrujące wpis jest poglądowe! Osoby, rzeczy lub sytuacje przedstawione na zdjęciu NIE mają bezpośredniego związku z treścią niniejszego wpisu!