Karuzele VAT – jak udowodnić je w sądzie?

W sieci można bez problemu znaleźć wiele mniej lub bardziej szczegółowych opisów i schematów karuzel VAT-owskich oraz lakonicznych informacji dotyczących zatrzymań i zarzutów dla członków grup przestępczych. Niestety, nikt (albo prawie nikt) nie opisuje tego, co się dzieje już po wykryciu karuzeli VAT-owskiej i na jakiej podstawie służby oraz sądy uznają, że zamiast rzeczywistego, miejsce miał fikcyjny obrót gospodarczy ukierunkowany na uszczuplenie bądź wyłudzenie podatku. Tymczasem, moim skromnym zdaniem, jest to bardzo ciekawe zagadnienie, które bez wątpienia zasługuje na omówienie (oczywiście w takim zakresie, na jaki pozwala litera prawa). Tak więc dziś przed Państwem unikalne zestawienie prezentujące dowody i poszlaki wprost z sali rozpraw, w oparciu o które sędziowie „przybijali” VAT-owcom fikcyjność transakcji gospodarczych oraz uczestnictwo w karuzelach podatkowych. Trochę tego jest (a to i tak tylko mały wycinek), więc dla zwiększenia wygody czytania podzieliłem treść na kilka działów tematycznych. ????

 

 

Prezes firmy zaangażowanej w wyłudzenia VAT trafia pod ostrzał, czyli dziury w zeznaniach

Luki w zeznaniach są bardzo często spotykane w trakcie rozpraw związanych z przestępczością VAT-owską. Nie powinno to specjalnie dziwić zważywszy na fakt, że bardzo często słupów nie instruuje się odnośnie prowadzonej przez nich działalności, więc zwyczajnie nie mają oni pojęcia, co zeznawać.

 

Kilka przykładów zeznań złożonych przez prezesów firm zamieszanych w wyłudzenia VAT-u

1. Prezesi spółek rzekomo handlujących biokomponentami do paliw nie byli w stanie określić, jak wyglądają opakowania rzekomo sprzedawanych przez nich produktów, ani w jakich jednostkach logistycznych odbywał się obrót towarem (ile tabletek biokomponentów znajduje się w opakowaniu, ile opakowań mieści się na jednej palecie, ile kilogramów waży taka paleta itd.).

⬇️

2. Prezesi nie byli w stanie podać nazw firm, z którymi rzekomo handlowały ich spółki, choć podpisywali się pod wystawianymi fakturami zawierającymi takie dane. Sędziowie słusznie uznali, że taka sytuacja jest niespotykana w przypadku realnych transakcji opiewających na setki tysięcy złotych.

⬇️

3. Pani Prezes jednej ze spółek uczestniczących w karuzeli podczas przesłuchania nie była w stanie podać, na którym piętrze mieści się biuro jej firmy. Nie miała także pojęcia o rozkładzie pomieszczeń biurowych, co świadczyło o tym, że nigdy w tym biurze nie była (inny z oskarżonych prezesów zeznał tymczasem, że to właśnie w tym biurze Pani Prezes osobiście podpisywała z nim umowy, co stawiało w wątpliwym świetle prawdziwość jego zeznań).

⬇️

4. Prezesi uczestniczących w karuzeli spółek mających siedziby w kilku różnych krajach europejskich, wywodzili się z okolic jednego miasta (konkretnie leżącego na Białorusi), co pozwala domniemywać, że byli oni rekrutowani do celów przestępczych przez tę samą osobę korzystającą przy tym ze swoich lokalnych znajomości. Oprócz tego fakt, że osoby z tej samej okolicy założyły firmy w różnych miejscach za granicą i handlowały prawie wyłącznie między sobą, daje przesłanki co do tego, że mógł to być fikcyjny obrót mający na celu popełnianie przestępstw podatkowych.

⬇️

5. Prezesi spółek wchodzących w skład domniemanej karuzeli już po zatrzymaniu korzystali z usług renomowanych (czyli drogich) kancelarii adwokackich, a nawet bywało tak, że jedna kancelaria obsługiwała kilku prezesów z tej samej grupy. Podejrzenia budził fakt, że prezesów owych teoretycznie nie było stać na taką obsługę prawną, co wynikało z deklarowanego przez nich i ustalonego w toku czynności kiepskiego stanu majątkowego. W takiej sytuacji najbardziej prawdopodobna wydawała się więc wersja, że to organizatorzy karuzeli zapewnili „osłonę” niżej postawionym członkom grupy, aby tym samym odpowiednio ukierunkować ich zeznania i uniknąć dzięki temu odpowiedzialności (przynajmniej w pewnym zakresie).

⬇️

6. Prezes oskarżony o pełnienie jednej z czołowych ról w karuzeli twierdził, że nigdy nie wykonywał żadnych przelewów bankowych online, gdyż „jest za stary na ten cały Internet”. W rzeczywistości znaleziono przy nim tablet, za pomocą którego, jak stwierdzono później w toku analizy, logował się on na konta bankowe, przeglądał maile, a także udzielał się na portalach społecznościowych.

⬇️

7. W tabletach i telefonach używanych do komunikacji pomiędzy członkami grupy VAT-owskiej i zawierających min. materiały ich obciążające, znaleziono także prywatne zdjęcia. Tym samym wersje oskarżonych twierdzących, że „ja nigdy nie używałem tego sprzętu, tylko kolega dał mi go na przechowanie” utraciły wiarygodność.

 

Jeśli chodzi o komunikację elektroniczną, to przestępcy powinni być na tym polu szczególnie ostrożni. Przykładowo Pan widoczny na zdjęciu ukrywał się za granicą a wpadł przez to, że jego partnerka wrzucała fotki na Instagram, co pozwoliło go namierzyć i zatrzymać. Źródło: policja.pl

 

Karuzele VAT i transport towarów

Nie ma karuzeli podatkowej bez firmy transportowej – tak jest, w branży funkcjonuje takie powiedzenie. Co prawda nie powinno się go traktować w 100% dosłownie, ale faktem jest, że dokumenty przewozowe stanowią jeden z kluczowych elementów przy ubieganiu się o nienależne zwrotu lub też uprawdopodobniają obieg towaru. Tymczasem zaskakujące jest, jak wielu VAT-owców „wykłada się” na tak prostej rzeczy.

 

Po czym można poznać, że obrót towarami mógł być fikcyjny

1. Niektóre pojazdy, których numery rejestracyjne były wskazane w dokumentach CMR, w ogóle nie pojawiły się na terenie Polski w dniach rzekomego świadczenia usług transportowych dla spółek z karuzeli, inne ciężarówki z kolei zostały zarejestrowane w zupełnie innych punktach kraju, niż wynikało to z dokumentów transportowych.

⬇️

2. Ten sam pojazd zgodnie z dokumentami był równolegle wykorzystywany przeze dwie różne spółki mające siedziby w dwóch różnych krajach, co wyglądało na mało prawdopodobne i stanowiło mocną przesłankę, że wykazane w papierach transporty tak naprawdę nie miały miejsca.

⬇️

3. Kierowca mający rzekomo przewozić towar między spółkami z karuzeli nigdy nie był legalnie zatrudniony w firmie transportowej mającej realizować zlecenie. Sąd uznał za kompletnie niewiarygodne to, aby ktokolwiek powierzył towar o milionowej wartości nieznajomemu, najemnemu robotnikowi bez umowy, a na dodatek zlecił mu odebranie od kontrahenta należności za towar w gotówce (!) i przywiezienie jej osobiście do wysyłającego, co rzekomo miało miejsce zgodnie z zeznaniami oskarżonych.

⬇️

4. Firmy transportowe rzekomo wykonujące przewóz cennych towarów były zarejestrowane w wirtualnych biurach, nie miały wykupionych zwyczajowych dla tej branży ubezpieczeń, a do tego niektóre z nich wykreślono z rejestru podatników VAT. Do tego kierowcy odpowiedzialni za transporty twierdzili, że pracowali „na czarno”, co świadczy o tym, że w rzeczywistości były to prawdopodobnie tzw. firmy – krzaki, których jedynym zadaniem było wystawianie dokumentów transportowych.

⬇️

5. Brak jakiegokolwiek rozeznania prezesów spółek w kwestiach logistycznych dotyczących rzekomo wysyłanych towarów – np. pewien prezes twierdził, że dostawa towaru miała miejsce jednorazowo w bagażniku zwykłego auta osobowego, podczas gdy na podstawie dokumentów CMR udowodniono, że do przewozu deklarowanej ilości niezbędny byłby pojazd o powierzchni załadunkowej co najmniej 5 m3.

⬇️

6. Rzekome dostawy towarów o dużej objętości były realizowane na adresy wirtualnych biur, gdzie zwyczajnie nie było ich gdzie rozładować ani gdzie przechowywać, a zdarzyło się i tak, że w miejscu rzekomego odbioru ładunku obowiązywał zakaz wjazdów dla samochodów ciężarowych.

⬇️

7. Uzasadnione podejrzenia śledczych wzbudził stan wynajętego przez VAT-owców magazynu, przez który rzekomo przepływały ogromne ilości towarów – wyglądał na opuszczony i nieużywany od dawna, na drzwiach wisiała zardzewiała i zacinająca się kłódka, wejście było pokryte pajęczynami, a obrazu dopełniały puste i zakurzone wnętrza. Do tego doszły zeznania świadków w osobach właścicieli obiektu i sąsiadów, którzy nie widzieli nigdy, aby na dany magazyn przyjeżdżały jakieś transporty i aby jakieś stamtąd odjeżdżały. Dodatkowo towar o wielkiej wartości nie był ubezpieczony ani w żaden sposób monitorowany.

 

Przedmioty zabezpieczone w związku z zatrzymaniem członków grupy podejrzanej o obrót fałszywymi fakturami opiewającymi na kwotę ok. 60 milionów PLN. Źródło: policja.pl

 

 

Wyłudzenia VAT: bałagan w papierach i nietypowy obieg dokumentacji

W niektórych karuzelach, czy też bardziej w schematach opartych na wprowadzaniu towaru na polski rynek i znikaniu bez zapłacenia należnego podatku VAT do budżetu, obiegu dokumentacji nie było praktycznie w ogóle (a przynajmniej nie odbywał się on w Polsce). Co innego w sytuacji, gdy chciano wystąpić do Urzędu Skarbowego o nienależny zwrot VAT-u. Wtedy „papierologia” powinna być dopięta na przysłowiowy ostatni guzik. Nie zawsze jednak tak się działo…

 

Błędy w papierach i karuzele VAT

1. W przypadku niektórych spółek korzystających z usług wirtualnych biur, występował nienaturalnie szybki obieg dokumentacji, wręcz niemożliwy do osiągnięcia w sytuacji realnych obrotów gospodarczych. Przykładowo przedstawiciel jednej ze spółek wysyłał pocztą oryginał umowy, a przedstawiciel drugiej spółki otrzymywał go już następnego dnia, rzekomo za pośrednictwem sekretariatu wirtualnego biura. Jak jednak ustalono, w normalnej sytuacji analogicznej do opisywanego przypadku, papiery takie zwykle docierały do adresata po kilku dniach roboczych, z uwagi na cykl pracy wirtualnych biur. Stanowiło to jedną z przesłanek, że dokumentacja była tak naprawdę fabrykowana.

⬇️

2. W wielu przypadkach w dokumentacji spółek brak było jakichkolwiek dokumentów potwierdzających wydanie towarów z magazynu, podobnie jak analogicznie brak było jakichkolwiek protokołów odbioru. Nie jest to bynajmniej normalna sytuacja w przypadku rzeczywistych obrotów cennym towarem (a taki obrót miał teoretycznie miejsce zgodnie z fakturami).

⬇️

3. Być może niektórym akurat ten argument wyda się mocno naciągany, ale dla śledczych mocno podejrzany okazał się fakt, że wszystkie listy przewozowe były wysyłane wyłącznie drogą mailową. W toku czynności ustalono bowiem, że normalną praktyką jest, że takie listy są dostarczane bezpośrednio przez kierowców dokonujących transportu i oddawane do rąk własnych odbiorcy. W opisanej sytuacji przyjęto, że wysyłka wyłącznie mailowa dowodzi, że transporty w rzeczywistości nigdy nie docierały do deklarowanego miejsca przeznaczenia (a listy przewozowe musiały się przecież zgadzać).

⬇️

4. Odnotowano stosunkowo dużą liczbę znaczących pomyłek w treści faktur dokumentujących rzekomo wielomilionowe transakcje. Przykładowo były to tony zamiast sztuk, a zamiast złotówek – Euro. Pozwoliło to powziąć uzasadnione podejrzenia, że osoba wystawiająca takie faktury w rzeczywistości podpisywała je niejako „z automatu”, nie wiedząc nawet, czego one dotyczą i jakie transakcje dokumentują (taka nonszalancja jest charakterystyczna dla działań prezesów-słupów).

⬇️

5. Występowała rzucająca się w oczy rozbieżność w zakresie poziomu „dopracowania” faktur wystawianych przez spółki-słupy, a faktur wystawianych przez firmy, które pełniły ważniejsze role w karuzeli. Tak więc faktury wystawiane przez „słupy” nadzwyczaj często zawierały niepełne dane i szereg błędów, co należy uznać za sytuację nietypową w normalnym obrocie gospodarczym dotyczącym dużych kwot. Z kolei faktury dla finalnych odbiorców były w zdecydowanej większości perfekcyjnie dopracowane z formalnego punktu widzenia.

⬇️

6. Zamówienia krążące pomiędzy firmami z karuzeli zwykle nie zawierały istotnych warunków ich realizacji, które na ogół są dokładnie precyzowane przy tego typu transakcjach. Przykładowo nie było wyszczególnione, gdzie ma nastąpić odbiór towaru i dokąd ma on trafić, jaka firma odpowiada za transport, jakie są warunki gwarancji itd. Dla porównania jeśli firmy z karuzeli zawierały już rzeczywiste kontrakty z zewnętrznymi podmiotami nie uczestniczącymi świadomie w karuzeli, to umowy takie były bardzo rozbudowane i obszernie regulowały prawa oraz obowiązki obu stron kontraktu.

⬇️

7. Niektóre z dokumentów ewidentnie były antydatowane, co ustalono na podstawie przeprowadzonej analizy zamówień. Przykładowo spółka A po otrzymaniu zamówienia ze spółki B zlecała dostawę poprzez spółkę C. Tymczasem zamówienie wysłane przez spółkę B było datowane na 28.12.2016, a zamówienie dotyczące transportu towaru do siedziby spółki B, które składała spółce C spółka A, wpływało do spółki C dnia 27.12.2016. Mówiąc krótko wyglądało to tak, jakby prezes spółki A już dzień wcześniej wiedział, że otrzyma od spółki B zamówienia na określoną ilość towarów (w dokumentach ilości się pokrywały). Podobne sytuacje w przypadku spółek tej karuzeli powtarzały się wielokrotnie, co dawało przesłanki, że tak naprawdę cały obrót pomiędzy spółkami był fikcyjny i sterowany odgórnie, co jest charakterystyczne dla karuzel podatkowych.

⬇️

8. Faktury krążące pomiędzy spółkami nie były dostarczane na bieżąco, lecz przesyłane zbiorczo w jednym mailu raz w miesiącu, choć dokumentowały transakcje odległe od siebie czasowo o kilka – kilkanaście dni. Uznano to oczywiście za okoliczność poddającą w wątpliwość prawdziwość dokumentowanych transakcji.

⬇️

9. Umowy handlowe między spółkami z karuzeli były prawie identyczne – praktycznie te same warunki, ten sam układ, ten sam font, a nawet… takie same błędy stylistyczne i ortograficzne. Świadczyło to pośrednio o tym, że ktoś odgórnie koordynował działania wszystkich tych spółek.

 

Zapewnienie w karuzeli VAT takiego obiegu dokumentacji, który byłby wiarygodny dla US / sądu nie jest zadaniem prostym.

 

 

Nietypowe warunki zawierania transakcji handlowych przy karuzelach VAT

Przestępczość karuzelowa zawsze jest związana z nietypowym obiegiem towarów. Kluczową kwestią dla przestępców jest to, aby ten obieg był możliwie najszybszy. Dlaczego? Ponieważ ogranicza to ryzyko dekonspiracji schematu oraz związanych z tym strat finansowych.

 

Kilka cech obrotu towarowego charakterystycznych dla przestępczości karuzelowej

1. Porównanie cen zbycia i sprzedaży towarów wykazało, że często (zbyt często) sprzedaż miała niższą wartość niż zakup, co oczywiście nie znajduje ekonomicznego uzasadnienia w przypadku normalnej działalności gospodarczej.

⬇️

2. Towar o dużej wartości (często powyżej 1 miliona PLN) był wydawany całkiem nowym kontrahentom bez jakiejkolwiek zaliczki czy też przedpłaty, co wydawało się dziwne (zwłaszcza w obliczu tego, że niejednokrotnie towar taki stanowił w zasadzie jedyny wartościowy majątek spółki). Brak też było jakichkolwiek zabezpieczeń – choćby teoretycznych – takich transakcji, np. poprzez wystawianie weksli in blanco. Nasuwało to od razu na myśl fikcyjności tych transakcji, ponieważ analogiczne sytuacje w normalnym obrocie gospodarczym występują niezwykle rzadko.

⬇️

3. Marże deklarowane przez prezesów spółek należących do karuzeli były rażąco niskie w stosunku do marż stosowanych normalnie w danej branży. Przykładowo jedna ze spółek-słupów miała zaledwie 10 PLN „wrzuty” na tonie wysokojakościowej stali, co stało w całkowitej sprzeczności z realiami rynkowymi, gdyż w handel takim towarem należy zaangażować duży kapitał, a tak żenująco niska marża w żaden sposób nie byłaby w stanie wyrównać poniesionych kosztów oraz poświęconego czasu. Mówiąc krótko: nie było możliwości, aby taki biznes się opłacił.

⬇️

4. Zapłata za towar (sumy po kilkaset tys. PLN) była przekazywana jeszcze przed jego odebraniem, co było dość dziwne zważywszy na fakt, że obie strony transakcji znały się wyłącznie z kontaktów telefonicznych i mailowych. Prezesi spółek nie byli bowiem w stanie podać choćby przybliżonych rysopisów swoich kontrahentów, co dobitnie świadczy o tym, że w rzeczywistości nie znali się z nimi osobiście, a ciężko jest przypuszczać, aby w normalnym obrocie gospodarczym ktokolwiek zapłacił kilkaset tys. PLN za jeszcze nie odebrany towar komuś nieznajomemu, na podstawie samej korespondencji mailowej.

⬇️

5. W transakcjach pomiędzy firmami z karuzeli występowały nienaturalnie długie terminy odroczenia płatności, które wynosiły 120 dni. Taka zwłoka miała uzasadniać brak przepływów finansowych między spółkami karuzeli w tym okresie, co było związane min. z kwartalnym rozliczeniem podatku VAT wybranym przez firmy pełniące funkcje tzw. znikających podatników. Dodatkowo spore wątpliwości budził fakt, że towar bardzo szybko, czyli w ciągu zaledwie kilku dni, zmieniał właścicieli (przynajmniej na papierze), więc nie było żadnego sensownego uzasadnienia dla tak długiej zwłoki w dokonaniu zapłaty. Oprócz tego wzięta pod uwagę praktyka gospodarcza wskazuje, że w większości branż przy normalnym obrocie towarami tzw. kredyt kupiecki jest udzielany na okres od kilkunastu do 60 dni, a więc na okres wielokrotnie krótszy, niż stosowane przez VAT-owców 120 dni. Niejako dla przeciwwagi – w innych karuzelach z kolei występowały nienaturalnie krótkie terminy płatności wynoszące 2-4 dni, co też odbiegało mocno od standardów branżowych.

⬇️

6. Niejednokrotnie miało miejsce przelewanie środków z kont spółek VAT-owskich na prywatne konta oskarżonych, co w sumie nie wymaga komentarza. Właściwie każdy, kto obejrzał w życiu chociaż kilkanaście filmów o tematyce kryminalnej, powinien się orientować, że takich rzeczy się po prostu nie robi.

⬇️

7. Większość spółek wchodzących w skład domniemanej karuzeli przeprowadzała transakcje handlowe wyłącznie z innymi spółkami wchodzącymi w skład tej grupy – mówiąc kolokwialnie kisiły się one we własnym sosie. Taki zamknięty obieg transakcji jest dość charakterystyczny dla przestępstw podatkowych, gdzie niekiedy już po wstępnym researchu można wywnioskować, że najprawdopodobniej mamy do czynienia z fake’ami służącymi wyłącznie do wystawiania faktur. Najpopularniejsze symptomy takich fake-firm to min.: brak stron www, korespondencja prowadzona wyłącznie za pomocą darmowych adresów mailowych typu XXX@wp.pl, brak informacji w Internecie odnośnie działalności spółki i realizowanych przez nią kontraktów, rejestracja spółki w tzw. wirtualnym biurze, brak legalnie zatrudnionych pracowników, brak dowodów na dysponowanie infrastrukturą niezbędną do obrotu towarami wielkogabarytowymi itd. Ogólnie chodzi o to, że faktyczny potencjał spółki wyglądał na drastycznie mały w zestawieniu z wielomilionowymi transakcjami, jakie ona rzekomo realizowała.

⬇️

8. Pomiędzy spółkami występował tzw. odwrócony łańcuch handlowy, czyli dostawy od „małych” do „dużych”, to jest od „znikających podatników” do podatników realizujących zyski (tzn. np. występujących o zwrot VAT-u). To trochę tak, jakby mały sklep dostarczał towar do hurtowni, a przecież na ogół jest dokładnie odwrotnie. Również w wielu przypadkach łańcuch płatności kończył się na spółkach – słupach, co także dawało przesłanki co do fikcyjnego charakteru obrotów.

⬇️

9. Uzasadnione podejrzenia budziła zadziwiająca łatwość, z jaką do mocno konkurencyjnych branż wchodziły całkiem nowe podmioty, które generowały duże obroty już od samego początku swej działalności. Brak też było typowo konkurencyjnych zachowań charakterystycznych dla normalnego rynku, jak np. dążenie do skrócenia dostaw i wyeliminowania niepotrzebnych pośredników celem zwiększenia swoich zysków (przykładowo nie było żadnych śladów w korespondencji elektronicznej spółek świadczących o tym, że wysyłały one chociażby zapytania ofertowe do czołowych firm z branży i starały się uzyskać możliwie najniższą cenę).

⬇️

10. Towar, który przepływał przez wiele spółek karuzeli, można było bez żadnych trudności zakupić bezpośrednio na stronie internetowej jego producenta. W związku z tym angażowanie wielu podmiotów w transakcje, które poprzedzały jego „nabycie” przez jedną ze spółek VAT-owców, nie miały żadnego racjonalnego uzasadnienia.

 

A tak właśnie wygląda prawdziwy schemat służący do wyłudzeń VAT – będę opisywał ten przypadek na blogu (aktualizacja na rok 2020). W rzeczywistości są to skomplikowane struktury, o zasięgu międzynarodowym. 

 

Namierzenie mafii VAT – kilka ciekawostek natury operacyjnej

1. Obieg informacji na poziomie międzynarodowym pozwolił powziąć uzasadnione podejrzenia, że transakcje są zawierane przez fikcyjne podmioty. Przykładowo system VIES wykazał, że dostawcą polskiej spółki A miała być czeska spółka B. Tymczasem czeska administracja podatkowa poinformowała, że owa spółka B jest pośrednikiem w transakcjach trójstronnych, nie dysponuje pomieszczeniami magazynowymi, nie zatrudnia pracowników i formalnie nie posiada żadnego majątku. Trafiony – zatopiony, a polska spółka A okazała się w tym przypadku klasycznym „znikającym podatnikiem”.

⬇️

2. Pewien prezes pełniący istotną funkcję w karuzeli posiadał co najmniej 5 różnych telefonów „roboczych”, z których niektóre były używane wyłącznie do kontaktu z jedną tylko osobą, a inne do kontaktu tylko z kilkoma osobami. Dodatkowo prezes ten używał jeszcze dwóch innych numerów i aparatów telefonicznych, z których prowadził normalne, codzienne rozmowy min. z członkami swojej rodziny. W opinii organów ścigania podobne działania są charakterystyczne dla grup przestępczych, które chcą utrudnić rozpracowanie na drodze operacyjnej. Członkowie grup używają bowiem na co dzień jednego – dwóch numerów i telefonów, co do których zakładają, że są one na podsłuchu, więc nie przekazują za ich pośrednictwem pewnych informacji. Pomiędzy sobą grupa kontaktuje się z kolei z innych numerów i aparatów, uważając przy tym na to, aby taki kontakt miał miejsce w lokalizacjach oddalonych od ich stałego adresu zamieszkania lub adresu firmowego.

⬇️

3. Ważniejsi członkowie grupy używali do wzajemnych kontaktów telefonów amerykańskiego operatora, co miało utrudnić polskim organom ścigania założenie na nich podsłuchu. W rzeczywistości sąd uznał to za działanie charakterystyczne dla grup przestępczych – zwłaszcza, że korzystanie z takich zagranicznych numerów nie miało żadnego innego uzasadnienia w kontekście wysokich rachunków opiewających niejednokrotnie na kilka tys. USD miesięcznie.

⬇️

4. W bankowości elektronicznej kilku spółek z karuzeli VAT-owskiej wykorzystano ten sam numer IP, co świadczy o tym, że w rzeczywistości były one kontrolowane przez jedną osobę, która logowała się na konta tych podmiotów i dokonywała transferów środków pieniężnych w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Dodatkowo w momencie zablokowania jednego z rachunków bankowych należących do spółki wchodzącej w skład karuzeli, inne podmioty w niej uczestniczące momentalnie stały się nieaktywne, zaprzestały fakturowania, w ekspresowym tempie wycofały towar z magazynów i po prostu zniknęły z rynku.

 

Funkcjonariusze CBA – ta formacja również zajmuje się ściganiem tzw. VAT-owców

 

No i tradycyjnie kilka słów na zakończenie

Jak widać profesjonalne rozkręcenie karuzeli tak, aby całość wyglądała na rzeczywisty łańcuch obrotu gospodarczego, to nie taka prosta sprawa i można przy tym popełnić całą masę niedopatrzeń, których prokurator nie omieszka wykorzystać podczas rozprawy. Na ogół nie jest też tak, że VAT-owcy z tzw. średniej półki to jacyś geniusze zła, perfekcyjnie planujący każdy krok i „wtapiający” dopiero na jakimś pozornie nieznaczącym detalu – takie rzeczy to tylko w filmach. Prawdziwe życie jest zdecydowanie bardziej banalne – to dziesiątki mniejszych lub większych błędów, których można było często uniknąć w prosty sposób, a które niejednokrotnie były spowodowane zwykłym uśpieniem czujności związanym z chwilowymi sukcesami odnoszonymi przez przestępców. No bo skoro zarabiamy miliony, a przez rok czy dwa służby się nie przyczepiły, to chyba znaczy, że jesteśmy sprytni i nie do rozpracowania, heh! No więc właśnie niekoniecznie… ????

Zdjęcie ilustrujące wpis jest poglądowe! Osoby, rzeczy lub sytuacje przedstawione na zdjęciu NIE mają bezpośredniego związku z treścią niniejszego wpisu!

Jak udowodnić, że karuzela VAT rzeczywiście była karuzelą

W sieci można bez problemu znaleźć wiele mniej lub bardziej szczegółowych opisów i schematów karuzel VAT-owskich oraz lakonicznych informacji dotyczących zatrzymań i zarzutów dla członków grup przestępczych. Niestety, nikt (albo prawie nikt) nie opisuje tego, co się dzieje już po wykryciu karuzeli VAT-owskiej i na jakiej podstawie służby oraz sądy uznają, że zamiast rzeczywistego, miejsce miał fikcyjny obrót gospodarczy ukierunkowany na uszczuplenie bądź wyłudzenie podatku. Tymczasem, moim skromnym zdaniem, jest to bardzo ciekawe zagadnienie, które bez wątpienia zasługuje na omówienie (oczywiście w takim zakresie, na jaki pozwala litera prawa). Tak więc dziś przed Państwem unikalne zestawienie prezentujące dowody i poszlaki wprost z sali rozpraw, w oparciu o które sędziowie „przybijali” VAT-owcom fikcyjność transakcji gospodarczych oraz uczestnictwo w karuzelach podatkowych. Trochę tego jest (a to i tak tylko mały wycinek), więc dla zwiększenia wygody czytania podzieliłem treść na kilka działów tematycznych.

 

Prezes pod ostrzałem, czyli dziury w zeznaniach

1. Prezesi spółek rzekomo handlujących biokomponentami do paliw nie byli w stanie określić, jak wyglądają opakowania rzekomo sprzedawanych przez nich produktów, ani w jakich jednostkach logistycznych odbywał się obrót towarem (ile tabletek biokomponentów znajduje się w opakowaniu, ile opakowań mieści się na jednej palecie, ile kilogramów waży taka paleta itd.).

2. Prezesi nie byli w stanie podać nazw firm, z którymi rzekomo handlowały ich spółki, choć podpisywali się pod wystawianymi fakturami zawierającymi takie dane. Sędziowie słusznie uznali, że taka sytuacja jest niespotykana w przypadku realnych transakcji opiewających na setki tysięcy złotych.

3. Pani Prezes jednej ze spółek uczestniczących w karuzeli podczas przesłuchania nie była w stanie podać, na którym piętrze mieści się biuro jej firmy. Nie miała także pojęcia o rozkładzie pomieszczeń biurowych, co świadczyło o tym, że nigdy w tym biurze nie była (inny z oskarżonych prezesów zeznał tymczasem, że to właśnie w tym biurze Pani Prezes osobiście podpisywała z nim umowy, co stawiało w wątpliwym świetle prawdziwość jego zeznań).

4. Prezesi uczestniczących w karuzeli spółek mających siedziby w kilku różnych krajach europejskich, wywodzili się z okolic jednego miasta (konkretnie leżącego na Białorusi), co pozwala domniemywać, że byli oni rekrutowani do celów przestępczych przez tę samą osobę korzystającą przy tym ze swoich lokalnych znajomości. Oprócz tego fakt, że osoby z tej samej okolicy założyły firmy w różnych miejscach za granicą i handlowały prawie wyłącznie między sobą, daje przesłanki co do tego, że mógł to być fikcyjny obrót mający na celu popełnianie przestępstw podatkowych.

5. Prezesi spółek wchodzących w skład domniemanej karuzeli już po zatrzymaniu korzystali z usług renomowanych (czyli drogich) kancelarii adwokackich, a nawet bywało tak, że jedna kancelaria obsługiwała kilku prezesów z tej samej grupy. Podejrzenia budził fakt, że prezesów owych teoretycznie nie było stać na taką obsługę prawną, co wynikało z deklarowanego przez nich i ustalonego w toku czynności kiepskiego stanu majątkowego. W takiej sytuacji najbardziej prawdopodobna wydawała się więc wersja, że to organizatorzy karuzeli zapewnili „osłonę” niżej postawionym członkom grupy, aby tym samym odpowiednio ukierunkować ich zeznania i uniknąć dzięki temu odpowiedzialności (przynajmniej w pewnym zakresie).

6. Prezes oskarżony o pełnienie jednej z czołowych ról w karuzeli twierdził, że nigdy nie wykonywał żadnych przelewów bankowych online, gdyż „jest za stary na ten cały Internet”. W rzeczywistości znaleziono przy nim tablet, za pomocą którego, jak stwierdzono później w toku analizy, logował się on na konta bankowe, przeglądał maile, a także udzielał się na portalach społecznościowych.

7. W tabletach i telefonach używanych do komunikacji pomiędzy członkami grupy VAT-owskiej i zawierających min. materiały ich obciążające, znaleziono także prywatne zdjęcia. Tym samym wersje oskarżonych twierdzących, że „ja nigdy nie używałem tego sprzętu, tylko kolega dał mi go na przechowanie” utraciły wiarygodność.

 

Nie ma karuzeli podatkowej bez firmy transportowej! (i to jest na ogół prawda)

1. Niektóre pojazdy, których numery rejestracyjne były wskazane w dokumentach CRM, w ogóle nie pojawiły się na terenie Polski w dniach rzekomego świadczenia usług transportowych dla spółek z karuzeli, inne ciężarówki z kolei zostały zarejestrowane w zupełnie innych punktach kraju, niż wynikało to z dokumentów transportowych.

2. Ten sam pojazd zgodnie z dokumentami był równolegle wykorzystywany przeze dwie różne spółki mające siedziby w dwóch różnych krajach, co wyglądało na mało prawdopodobne i stanowiło mocną przesłankę, że wykazane w papierach transporty tak naprawdę nie miały miejsca.

3. Kierowca mający rzekomo przewozić towar między spółkami z karuzeli nigdy nie był legalnie zatrudniony w firmie transportowej mającej realizować zlecenie. Sąd uznał za kompletnie niewiarygodne to, aby ktokolwiek powierzył towar o milionowej wartości nieznajomemu, najemnemu robotnikowi bez umowy, a na dodatek zlecił mu odebranie od kontrahenta należności za towar w gotówce (!) i przywiezienie jej osobiście do wysyłającego, co rzekomo miało miejsce zgodnie z zeznaniami oskarżonych.

4. Firmy transportowe rzekomo wykonujące przewóz cennych towarów były zarejestrowane w wirtualnych biurach, nie miały wykupionych zwyczajowych dla tej branży ubezpieczeń, a do tego niektóre z nich wykreślono z rejestru podatników VAT. Do tego kierowcy odpowiedzialni za transporty twierdzili, że pracowali „na czarno”, co świadczy o tym, że w rzeczywistości były to prawdopodobnie tzw. firmy – krzaki, których jedynym zadaniem było wystawianie dokumentów transportowych.

5. Brak jakiegokolwiek rozeznania prezesów spółek w kwestiach logistycznych dotyczących rzekomo wysyłanych towarów – np. pewien prezes twierdził, że dostawa towaru miała miejsce jednorazowo w bagażniku zwykłego auta osobowego, podczas gdy na podstawie dokumentów CRM udowodniono, że do przewozu deklarowanej ilości niezbędny byłby pojazd o powierzchni załadunkowej co najmniej 5 m3.

6. Rzekome dostawy towarów o dużej objętości były realizowane na adresy wirtualnych biur, gdzie zwyczajnie nie było ich gdzie rozładować ani gdzie przechowywać, a zdarzyło się i tak, że w miejscu rzekomego odbioru ładunku obowiązywał zakaz wjazdów dla samochodów ciężarowych.

7. Uzasadnione podejrzenia śledczych wzbudził stan wynajętego przez VAT-owców magazynu, przez który rzekomo przepływały ogromne ilości towarów – wyglądał na opuszczony i nieużywany od dawna, na drzwiach wisiała zardzewiała i zacinająca się kłódka, wejście było pokryte pajęczynami, a obrazu dopełniały puste i zakurzone wnętrza. Do tego doszły zeznania świadków w osobach właścicieli obiektu i sąsiadów, którzy nie widzieli nigdy, aby na dany magazyn przyjeżdżały jakieś transporty i aby jakieś stamtąd odjeżdżały. Dodatkowo towar o wielkiej wartości nie był ubezpieczony ani w żaden sposób monitorowany.

 

Bałagan w papierach i nietypowy obieg dokumentacji

1. W przypadku niektórych spółek korzystających z usług wirtualnych biur, występował nienaturalnie szybki obieg dokumentacji, wręcz niemożliwy do osiągnięcia w sytuacji realnych obrotów gospodarczych. Przykładowo przedstawiciel jednej ze spółek wysyłał pocztą oryginał umowy, a przedstawiciel drugiej spółki otrzymywał go już następnego dnia, rzekomo za pośrednictwem sekretariatu wirtualnego biura. Jak jednak ustalono, w normalnej sytuacji analogicznej do opisywanego przypadku, papiery takie zwykle docierały do adresata po kilku dniach roboczych, z uwagi na cykl pracy wirtualnych biur. Stanowiło to jedną z przesłanek, że dokumentacja była tak naprawdę fabrykowana.

2. W wielu przypadkach w dokumentacji spółek brak było jakichkolwiek dokumentów potwierdzających wydanie towarów z magazynu, podobnie jak analogicznie brak było jakichkolwiek protokołów odbioru. Nie jest to bynajmniej normalna sytuacja w przypadku rzeczywistych obrotów cennym towarem (a taki obrót miał teoretycznie miejsce zgodnie z fakturami).

3. Być może niektórym akurat ten argument wyda się mocno naciągany, ale dla śledczych mocno podejrzany okazał się fakt, że wszystkie listy przewozowe były wysyłane wyłącznie drogą mailową. W toku czynności ustalono bowiem, że normalną praktyką jest, że takie listy są dostarczane bezpośrednio przez kierowców dokonujących transportu i oddawane do rąk własnych odbiorcy. W opisanej sytuacji przyjęto, że wysyłka wyłącznie mailowa dowodzi, że transporty w rzeczywistości nigdy nie docierały do deklarowanego miejsca przeznaczenia (a listy przewozowe musiały się przecież zgadzać).

4. Odnotowano stosunkowo dużą liczbę znaczących pomyłek w treści faktur dokumentujących rzekomo wielomilionowe transakcje. Przykładowo były to tony zamiast sztuk, a zamiast złotówek – Euro. Pozwoliło to powziąć uzasadnione podejrzenia, że osoba wystawiająca takie faktury w rzeczywistości podpisywała je niejako „z automatu”, nie wiedząc nawet, czego one dotyczą i jakie transakcje dokumentują (taka nonszalancja jest charakterystyczna dla działań prezesów-słupów).

5. Występowała rzucająca się w oczy rozbieżność w zakresie poziomu „dopracowania” faktur wystawianych przez spółki-słupy, a faktur wystawianych przez firmy, które pełniły ważniejsze role w karuzeli. Tak więc faktury wystawiane przez „słupy” nadzwyczaj często zawierały niepełne dane i szereg błędów, co należy uznać za sytuację nietypową w normalnym obrocie gospodarczym dotyczącym dużych kwot. Z kolei faktury dla finalnych odbiorców były w zdecydowanej większości perfekcyjnie dopracowane z formalnego punktu widzenia.

6. Zamówienia krążące pomiędzy firmami z karuzeli zwykle nie zawierały istotnych warunków ich realizacji, które na ogół są dokładnie precyzowane przy tego typu transakcjach. Przykładowo nie było wyszczególnione, gdzie ma nastąpić odbiór towaru i dokąd ma on trafić, jaka firma odpowiada za transport, jakie są warunki gwarancji itd. Dla porównania jeśli firmy z karuzeli zawierały już rzeczywiste kontrakty z zewnętrznymi podmiotami nie uczestniczącymi świadomie w karuzeli, to umowy takie były bardzo rozbudowane i obszernie regulowały prawa oraz obowiązki obu stron kontraktu.

7. Niektóre z dokumentów ewidentnie były antydatowane, co ustalono na podstawie przeprowadzonej analizy zamówień. Przykładowo spółka A po otrzymaniu zamówienia ze spółki B zlecała dostawę poprzez spółkę C. Tymczasem zamówienie wysłane przez spółkę B było datowane na 28.12.2016, a zamówienie dotyczące transportu towaru do siedziby spółki B, które składała spółce C spółka A, wpływało do spółki C dnia 27.12.2016. Mówiąc krótko wyglądało to tak, jakby prezes spółki A już dzień wcześniej wiedział, że otrzyma od spółki B zamówienia na określoną ilość towarów (w dokumentach ilości się pokrywały). Podobne sytuacje w przypadku spółek tej karuzeli powtarzały się wielokrotnie, co dawało przesłanki, że tak naprawdę cały obrót pomiędzy spółkami był fikcyjny i sterowany odgórnie, co jest charakterystyczne dla karuzel podatkowych.

8. Faktury krążące pomiędzy spółkami nie były dostarczane na bieżąco, lecz przesyłane zbiorczo w jednym mailu raz w miesiącu, choć dokumentowały transakcje odległe od siebie czasowo o kilka – kilkanaście dni. Uznano to oczywiście za okoliczność poddającą w wątpliwość prawdziwość dokumentowanych transakcji.

9. Umowy handlowe między spółkami z karuzeli były prawie identyczne – praktycznie te same warunki, ten sam układ, ten sam font, a nawet… takie same błędy stylistyczne i ortograficzne. Świadczyło to pośrednio o tym, że ktoś odgórnie koordynował działania wszystkich tych spółek.

 

Nietypowe warunki zawierania transakcji handlowych

1. Porównanie cen zbycia i sprzedaży towarów wykazało, że często (zbyt często) sprzedaż miała niższą wartość niż zakup, co oczywiście nie znajduje ekonomicznego uzasadnienia w przypadku normalnej działalności gospodarczej.

2. Towar o dużej wartości (często powyżej 1 miliona PLN) był wydawany całkiem nowym kontrahentom bez jakiejkolwiek zaliczki czy też przedpłaty, co wydawało się dziwne (zwłaszcza w obliczu tego, że niejednokrotnie towar taki stanowił w zasadzie jedyny wartościowy majątek spółki). Brak też było jakichkolwiek zabezpieczeń – choćby teoretycznych – takich transakcji, np. poprzez wystawianie weksli in blanco. Nasuwało to od razu na myśl fikcyjności tych transakcji, ponieważ analogiczne sytuacje w normalnym obrocie gospodarczym występują niezwykle rzadko.

3. Marże deklarowane przez prezesów spółek należących do karuzeli były rażąco niskie w stosunku do marż stosowanych normalnie w danej branży. Przykładowo jedna ze spółek-słupów miała zaledwie 10 PLN „wrzuty” na tonie wysokojakościowej stali, co stało w całkowitej sprzeczności z realiami rynkowymi, gdyż w handel takim towarem należy zaangażować duży kapitał, a tak żenująco niska marża w żaden sposób nie byłaby w stanie wyrównać poniesionych kosztów oraz poświęconego czasu. Mówiąc krótko: nie było możliwości, aby taki biznes się opłacił.

4. Zapłata za towar (sumy po kilkaset tys. PLN) była przekazywana jeszcze przed jego odebraniem, co było dość dziwne zważywszy na fakt, że obie strony transakcji znały się wyłącznie z kontaktów telefonicznych i mailowych. Prezesi spółek nie byli bowiem w stanie podać choćby przybliżonych rysopisów swoich kontrahentów, co dobitnie świadczy o tym, że w rzeczywistości nie znali się z nimi osobiście, a ciężko jest przypuszczać, aby w normalnym obrocie gospodarczym ktokolwiek zapłacił kilkaset tys. PLN za jeszcze nie odebrany towar komuś nieznajomemu, na podstawie samej korespondencji mailowej.

5. W transakcjach pomiędzy firmami z karuzeli występowały nienaturalnie długie terminy odroczenia płatności, które wynosiły 120 dni. Taka zwłoka miała uzasadniać brak przepływów finansowych między spółkami karuzeli w tym okresie, co było związane min. z kwartalnym rozliczeniem podatku VAT wybranym przez firmy pełniące funkcje tzw. znikających podatników. Dodatkowo spore wątpliwości budził fakt, że towar bardzo szybko, czyli w ciągu zaledwie kilku dni, zmieniał właścicieli (przynajmniej na papierze), więc nie było żadnego sensownego uzasadnienia dla tak długiej zwłoki w dokonaniu zapłaty. Oprócz tego wzięta pod uwagę praktyka gospodarcza wskazuje, że w większości branż przy normalnym obrocie towarami tzw. kredyt kupiecki jest udzielany na okres od kilkunastu do 60 dni, a więc na okres wielokrotnie krótszy, niż stosowane przez VAT-owców 120 dni. Niejako dla przeciwwagi – w innych karuzelach z kolei występowały nienaturalnie krótkie terminy płatności wynoszące 2-4 dni, co też odbiegało mocno od standardów branżowych.

6. Niejednokrotnie miało miejsce przelewanie środków z kont spółek VAT-owskich na prywatne konta oskarżonych, co w sumie nie wymaga komentarza. Właściwie każdy, kto obejrzał w życiu chociaż kilkanaście filmów o tematyce kryminalnej, powinien się orientować, że takich rzeczy się po prostu nie robi.

7. Większość spółek wchodzących w skład domniemanej karuzeli przeprowadzała transakcje handlowe wyłącznie z innymi spółkami wchodzącymi w skład tej grupy – mówiąc kolokwialnie kisiły się one we własnym sosie. Taki zamknięty obieg transakcji jest dość charakterystyczny dla przestępstw podatkowych, gdzie niekiedy już po wstępnym researchu można wywnioskować, że najprawdopodobniej mamy do czynienia z fake’ami służącymi wyłącznie do wystawiania faktur. Najpopularniejsze symptomy takich fake-firm to min.: brak stron www, korespondencja prowadzona wyłącznie za pomocą darmowych adresów mailowych typu XXX@wp.pl, brak informacji w Internecie odnośnie działalności spółki i realizowanych przez nią kontraktów, rejestracja spółki w tzw. wirtualnym biurze, brak legalnie zatrudnionych pracowników, brak dowodów na dysponowanie infrastrukturą niezbędną do obrotu towarami wielkogabarytowymi itd. Ogólnie chodzi o to, że faktyczny potencjał spółki wyglądał na drastycznie mały w zestawieniu z wielomilionowymi transakcjami, jakie ona rzekomo realizowała.

8. Pomiędzy spółkami występował tzw. odwrócony łańcuch handlowy, czyli dostawy od „małych” do „dużych”, to jest od „znikających podatników” do podatników realizujących zyski (tzn. np. występujących o zwrot VAT-u). To trochę tak, jakby mały sklep dostarczał towar do hurtowni, a przecież na ogół jest dokładnie odwrotnie. Również w wielu przypadkach łańcuch płatności kończył się na spółkach – słupach, co także dawało przesłanki co do fikcyjnego charakteru obrotów.

9. Uzasadnione podejrzenia budziła zadziwiająca łatwość, z jaką do mocno konkurencyjnych branż wchodziły całkiem nowe podmioty, które generowały duże obroty już od samego początku swej działalności. Brak też było typowo konkurencyjnych zachowań charakterystycznych dla normalnego rynku, jak np. dążenie do skrócenia dostaw i wyeliminowania niepotrzebnych pośredników celem zwiększenia swoich zysków (przykładowo nie było żadnych śladów w korespondencji elektronicznej spółek świadczących o tym, że wysyłały one chociażby zapytania ofertowe do czołowych firm z branży i starały się uzyskać możliwie najniższą cenę).

10. Towar, który przepływał przez wiele spółek karuzeli, można było bez żadnych trudności zakupić bezpośrednio na stronie internetowej jego producenta. W związku z tym angażowanie wielu podmiotów w transakcje, które poprzedzały jego „nabycie” przez jedną ze spółek VAT-owców, nie miały żadnego racjonalnego uzasadnienia.

 

Kilka ciekawostek natury operacyjnej

1. Obieg informacji na poziomie międzynarodowym pozwolił powziąć uzasadnione podejrzenia, że transakcje są zawierane przez fikcyjne podmioty. Przykładowo system VIES wykazał, że dostawcą polskiej spółki A miała być czeska spółka B. Tymczasem czeska administracja podatkowa poinformowała, że owa spółka B jest pośrednikiem w transakcjach trójstronnych, nie dysponuje pomieszczeniami magazynowymi, nie zatrudnia pracowników i formalnie nie posiada żadnego majątku. Trafiony – zatopiony, a polska spółka A okazała się w tym przypadku klasycznym „znikającym podatnikiem”.

2. Pewien prezes pełniący istotną funkcję w karuzeli posiadał co najmniej 5 różnych telefonów „roboczych”, z których niektóre były używane wyłącznie do kontaktu z jedną tylko osobą, a inne do kontaktu tylko z kilkoma osobami. Dodatkowo prezes ten używał jeszcze dwóch innych numerów i aparatów telefonicznych, z których prowadził normalne, codzienne rozmowy min. z członkami swojej rodziny. W opinii organów ścigania podobne działania są charakterystyczne dla grup przestępczych, które chcą utrudnić rozpracowanie na drodze operacyjnej. Członkowie grup używają bowiem na co dzień jednego – dwóch numerów i telefonów, co do których zakładają, że są one na podsłuchu, więc nie przekazują za ich pośrednictwem pewnych informacji. Pomiędzy sobą grupa kontaktuje się z kolei z innych numerów i aparatów, uważając przy tym na to, aby taki kontakt miał miejsce w lokalizacjach oddalonych od ich stałego adresu zamieszkania lub adresu firmowego.

3. Ważniejsi członkowie grupy używali do wzajemnych kontaktów telefonów amerykańskiego operatora, co miało utrudnić polskim organom ścigania założenie na nich podsłuchu. W rzeczywistości sąd uznał to za działanie charakterystyczne dla grup przestępczych – zwłaszcza, że korzystanie z takich zagranicznych numerów nie miało żadnego innego uzasadnienia w kontekście wysokich rachunków opiewających niejednokrotnie na kilka tys. USD miesięcznie.

4. W bankowości elektronicznej kilku spółek z karuzeli VAT-owskiej wykorzystano ten sam numer IP, co świadczy o tym, że w rzeczywistości były one kontrolowane przez jedną osobę, która logowała się na konta tych podmiotów i dokonywała transferów środków pieniężnych w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Dodatkowo w momencie zablokowania jednego z rachunków bankowych należących do spółki wchodzącej w skład karuzeli, inne podmioty w niej uczestniczące momentalnie stały się nieaktywne, zaprzestały fakturowania, w ekspresowym tempie wycofały towar z magazynów i po prostu zniknęły z rynku.

 

No i tradycyjnie kilka słów na zakończenie

Jak widać profesjonalne rozkręcenie karuzeli tak, aby całość wyglądała na rzeczywisty łańcuch obrotu gospodarczego, to nie taka prosta sprawa i można przy tym popełnić całą masę niedopatrzeń, których prokurator nie omieszka wykorzystać podczas rozprawy. Na ogół nie jest też tak, że VAT-owcy wyłudzający miliony to jacyś geniusze zła, perfekcyjnie planujący każdy krok i „wtapiający” dopiero na jakimś pozornie nieznaczącym detalu – takie rzeczy tylko w filmach. Prawdziwe życie jest zdecydowanie bardziej banalne – to dziesiątki mniejszych lub większych błędów, których można było często uniknąć w prosty sposób, a które niejednokrotnie były spowodowane zwykłym uśpieniem czujności związanym z chwilowymi sukcesami odnoszonymi przez przestępców. No bo skoro zarabiamy miliony, a przez rok czy dwa służby się nie przyczepiły, to chyba znaczy, że jesteśmy sprytni i nie do rozpracowania, heh! No więc właśnie niekoniecznie…

Zdjęcie ilustrujące wpis jest poglądowe! Osoby, rzeczy lub sytuacje przedstawione na zdjęciu NIE mają bezpośredniego związku z treścią niniejszego wpisu!

Jak można wyłudzić pieniądze dzięki danym z giełdy transportowej

Dziś będzie małe uzupełnienie do mojego wpisu sprzed tygodnia dotyczącego kradzieży towaru metodą na przeładunek. Okazało się bowiem, że nie tak dawno miała miejsce ciekawa akcja związana z serią wyłudzeń w branży transportowej, którą, moim zdaniem, warto pokrótce opisać.

 

Schemat działania

Firma Stalex (nazwa przypadkowa) chce wysłać klientowi towar za pośrednictwem jednej z najpopularniejszych w naszym kraju giełd transportowych, gdzie dogaduje się z przewoźnikiem Max-Trans (również nazwa przypadkowa) co do szczegółowych warunków wysyłki towaru – dane kierowcy i auta, data i godzina, numer rampy oraz ładunku, miejsce załadunku i rozładunku oraz kontakty do załadowcy i rozładowcy. Kiedy warunki zostały zaakceptowane przez obie strony, przewoźnik Max-Trans wystawiał fakturę z odroczonym terminem płatności na 30-40 dni, a wszystkie niezbędne dokumenty wysyłał do firmy Stalex w terminie do 14 dni od dnia wykonania usługi.

Taki model działania powtarzał się wielokrotnie i nie było żadnych problemów, aż tu na przełomie roku (czyli w okresie, kiedy firmy często zmieniają dostawców usług bankowych) do firmy Stalex zadzwonił ktoś, kto przedstawił się jako szef Max-Transu, po czym przeprosił, że tak późno to zgłasza, ale zmieniły się u nich numery kont bankowych i za jakieś pół godziny wyśle stosowną notę. Dodatkowo zaufanie wzbudził tutaj fakt, że rozmówca podający się za przewoźnika podał wszelkie szczegóły transportu (włącznie z danymi kierowcy), które były w zasadzie znane tylko tym dwóm stronom transakcji.

Po rzeczonych 30 minutach rzeczywiście przyszła nota z maila łudząco podobnego do tego, z jakiego korespondencję prowadził dotąd przewoźnik Max-Trans – dopiero po całej akcji ktoś z firmy Stalex zauważył, że w adresie zamiast podkreślnika był myślnik. Oprócz tego w zasadzie nie było się do czego przyczepić – zwłaszcza, że nota była podbita oryginalną pieczątką przewoźnika, a podpis też wyglądał na autentyczny.

Tak więc osoba odpowiedzialna za płatności po stronie firmy Stalex puściła przelew na wskazane w notce nowe konto i zapomniała o całej sprawie – do czasu… Wkrótce zadzwonił bowiem pracownik z Max-Transu z pretensjami, dlaczego jeszcze nie dostali płatności za ostatnią fakturę, choć termin już minął.  Pracownik Stalexu odpowiedział, że jak to, przecież przelew wysłali już x-dni temu, a sam szef Max-Transu dzwonił w sprawie zmiany konta i nawet wysłał oficjalną notę w tej sprawie…

 

Jak do tego doszło?

Pierwsze pytanie jest takie: skąd przestępcy mieli dane z faktur wraz ze wzorami pieczątek i podpisów? Ich zdobycie okazało się banalnie proste: otóż osoba podająca się za pracownika Stalexu zadzwoniła do siedziby Max Transu i poprosiła o przesłanie duplikatu faktury, motywując to tym, że „księgowość gdzieś tam ją zapodziała, a termin płatności się zbliża, więc chcielibyśmy to rozliczyć już”. Przewoźnik wysłał co prawda duplikat, ale bez pieczątki i podpisu – przestępcy poprosili więc o fakturę z pieczątką i podpisem „bo księgowy bez tego nam nie przyjmie”, no i takową fakturę dostali. Jako ciekawostkę dodam, że wyłudzenie faktury miało miejsce w ten sam dzień, w którym rzekomy szef Max-Transu zadzwonił do Stalexu i poinformował o zmianie konta bankowego. Świadczy to poniekąd o tym, że akcja została dobrze zaplanowana i przeprowadzona w szybkim tempie, co niejednokrotnie warunkuje powodzenie przy tego typu działaniach.

Pytanie drugie: skąd przestępcy mieli wrażliwe dane dotyczące realnego zlecenia, jakie Max Trans miał zrealizować dla firmy Stalex (data i miejsce załadunku i rozładunku, dane auta i kierowcy itd.), skoro te informacje były znane tylko przedstawicielom obu firm? Otóż, dziwnym trafem, giełda transportowa pośrednicząca w transakcji kilka tygodni wcześniej miała poważną awarię serwerów – chodziły plotki, że było to włamanie, ale oczywiście przedstawiciele giełdy zaprzeczyli temu z całą stanowczością twierdząc, że złamanie zabezpieczeń jest w tym przypadku niemożliwe. Cóż… Interesujący jest też fakt, że przestępcy dysponowali numerami różniącymi się zwykle tylko o 2-3 cyfry od oryginalnych numerów poszkodowanych firm, co również wymagało nieco zachodu i pozwala domniemywać, że za całą akcją stała naprawdę dobrze zorganizowana grupa.

 

Co ze śledztwem w tej sprawie?

Szef firmy Stalex, który został „zrobiony” przez oszustów na kilka tys. PLN, postanowił zgłębić temat. Po przeprowadzeniu prywatnego dochodzenia okazało się, że w całym kraju w tym samym okresie oszukano w ten sposób kilkaset innych firm, wiele z nich na zdecydowanie wyższe kwoty, więc łupem oszustów mogło paść kilka milionów PLN. Oczywiście poszło zgłoszenie na policję, ale, co było do przewidzenia, w toku czynności okazało się, że właścicielem konta na które Stalex przelał pieniądze, jest osoba znajdująca się w domu opieki, która nie ma o niczym pojęcia. Pieniądze zaś zostały podjęte z bankomatu dzień po wykonaniu przelewu i tu cały ślad się urwał. Co prawda śledztwo dalej trwa (już od roku 2016 zresztą), ale póki co można je uznać za „zamrożone” – słupy są uniewinniane, a organizatorów procederu póki co nie udało się ustalić.

Zdjęcie ilustrujące wpis jest poglądowe! Osoby, rzeczy lub sytuacje przedstawione na zdjęciu NIE mają bezpośredniego związku z treścią niniejszego wpisu!